Autorka |
Bohaterowie |
Prolog |
Dodaj
rozdział drugi
Lękam się jednak utraty złudzeń, więc wolę pozostać w świecie marzeń.
Dla Łukasza. [*]
7 sierpnia, 1971.
Lily długo starała się zapomnieć o rzeczach, które opowiadał jej Severus. Długo omijała rzekę, przy której się poznali, chodząc do sklepu okrężną drogą. Takie zachowanie było całkowicie niezrozumiałe dla jej starszej siostry, zważywszy na to, że panowały istne, sierpniowe upały. Dzieci z okolicy spędzały całe dnie na zabawach w rzece, lub na jej brzegu.
To był wyjątkowo duszny poranek. Lily Evans obudziła się wczesnym rankiem i postanowiła pogrążyć się w lekturze jakiejś książki, gdy nagle do jej pokoju, bez pukania wkroczyła Petunia. Wyglądała jakby nie przespała całej nocy i jak się chwilę później okazało - tak też było.
- Lily, słuchaj, chciałam ci coś oddać... - młodsza siostra spojrzała pytająco na szczupłą blondynkę znad książki.
- POŻYCZYŁAŚ... Nie, nie... Wzięłaś coś sobie bez mojej wiedzy? - odparła nieco poirytowana zielonooka.
- Yyy, nie.. To znaczy, nawet nie wiesz, że miałaś to dostać - odpowiedziała Petunia nieco przygaszonym tonem.
Jak się wkrótce okazało, bo dość burzliwej i pełnej nieprzyjemnych ekscesów kłótni Lily dowiedziała się, że Petunia przechwyciła jej list z Hogwartu. Rudowłosa boczyła się po domu wściekła jak osa, a zarazem nieco przygnębiona. Szkoda jej się zrobiło tych paru dni spędzonych bez Severusa – co najgorsze była pewna, że musi go przeprosić.
Tuż po obiedzie Lily wzięła list i pobiegła w stronę Spinner's End w nadziei, że po drodze spotka Snape'a. Dziewczyna nieco przeliczyła się ze swoimi marzeniami, gdyż po drodze spotkała tylko grupkę chłopców, którzy rzucali kamieniami w żaby, które ledwo poruszały się z powodu upałów, a następnie Petunię, która jeździła na rowerze z jakąś koleżanką dookoła drzew w alejce prowadzącej na wyżej wymienioną ulicę. Szła raz wolniej, raz szybciej – jakby wahając się czy w ogóle ma tam pójść, ale była pewna, że musi przeprosić Severusa. To nie może tak być!
Nagle zza drzewa wychylił się anemicznie chudy chłopiec o tłustych, kruczoczarnych włosach. Lily zatrzymała się na chwilę, a serce biło jej niemiłosiernie.
- Sev... - mruknęła, wymachując kopertą.
Uśmiechnął się – już wiedziała, że wszystko wróci do normy. Już niedługo...
1 września, 1971.
Rudowłosa w ciągu ostatniego tygodnia nie przespała ani minuty, gdyż zagłębiała się w tajemnicach swoich hogwarckich podręczników.
Nie zamieniła też ani jednego słowa z Petunią po incydencie z rzekomo zaginionym listem.
Ten wrześniowy poranek był wyjątkowo wietrzny, a w okna dudniły ogromne krople rzęsistego deszczu. Pomimo okropnej pogody Lily Evans była wyjątkowo zadowolona, pakując swój kufer szkolny podśpiewywała sobie jakąś piosenkę.
Posegregowała ksiązki według wielkości, szaty równo złożyła, zaś kociołek sprawiał jej pewne trudności w dogodnym ułożeniu go.
Z radością wybiegła z pokoju, a następnie zbiegła po schodach gdy rodzice ją zawołali na ostatnie domowe śniadanie... Normalnego życia. Już dziś zostanie uczennicą i członiknią jednego z Hogwarckich domów!
Około godziny dziesiątej Lily czekała już w samochodzie na rodziców, gotowa wyruszać na (jak dotąd nieznaną) przygodę jaką jest magia. Petunia tuż po porannym posiłku stwierdziła, że nie ma ochoty patrzeć na ten 'cały chory entuzjazm i niepotrzebne ceregiele' i została u Kethleen, koleżanki z nowej klasy.
Lily już nie mogła się doczekać, kiedy wypróbuje swoją nową różdzkę, którą kupiła u pana Ollivandera. Użyła jej tylko raz - we wcześniej wymienionym miejscu. Wtedy zaiskrzyło różową poświatą, na co rudowłosa zareagowała szczerym podekscytowaniem.
W tym oto momencie chciała narzucić na siebie szatę i wrzucać do kociołka żabi skrzek, skrzeloziele i inne preparaty, które poznała studiując książkę od eliksirów. Całą drogę nerwowo przyglądała się listowi z Hogwartu. Czy to na pewno dziś?! Czy się nie spóźni?
Pięć minut przed odjazdem Express-Hogwart niekompletna rodzina Evans znalazła się na dworcu King's Cross. Cała trójka rozglądała się histerycznie dookoła siebie w poszukiwaniu czarnowłosego przyjaciela zielonookiej. W końcu ujrzeli Severusa, który dziarskim krokiem szedł ze swoim ojcem. Lily rozpromieniła się na jego widok, a ten odpowiedział jej krzywym uśmiechem.
Oboje przebiegli trochę niepewnie przez barierkę, ale - UDAŁO SIĘ. Nareszcie, zaczęła się ta fascynująca przygoda po świecie magii. Rudowłosa nie wiedziała gdzie skupić wzrok - tu jakaś dwójka straszyła małego chłopca ogromnym szczurem, jakaś dziewczynka spanikowana szukała w swoim kuferku różdżki co chwilę przeklinając pod nosem, zaś jakiś dużo starszy chłopak chwalił się swoim kolegom nową miotłą.
Lily obiecując, że będzie pisać codziennie pożegnała się z rodzicami, zaś Sev mruknął tylko do swojego ojca "do zobaczenia" i oboje, nie mogąc się już doczekać, wskoczyli do pierwszego lepszego przedziału. Rozsiedli się wygodnie wraz z trójką jakichś chłopców. Do czasu, gdy pociąg nie opuścił miasta nikt nie odzywał się poza dwójką czarnowłosych przyjaciół, którzy obmyślali jak zrobić wiele hałasu w całym wagonie. W końcu jedyna dziewczyna w przedziale się odezwała:
- Hmm, jestem Lily Evans - przedstawiła się z dumą - A to mój przyjaciel, Severus Snape...
- James Potter - odparł jeden z chłopców, którzy chwilę wcześniej spiskowali. Szarmancko się uśmiechnął i ukłonił, co wywołało śmiech u wszystkich towarzyszących mu osób.
- Syriusz Black - mruknął drugi.
- Remus Lupin - odchrząknął chłopak, który siedział tuż pod samym oknem. Jego twarz wyglądała na conajmniej przemęczoną.
- Miło mi was poznać - odparła Lily, próbując podtrzymać konwersację.
- Do jakiego domu byście chcieli się dostać?
- Gryffindor - powiedział bez namysłu James, pusząc się jak paw. Syriusz kiwnął tylko głową, a Remus wzruszył ramionami.
- Black, a myślałem, że wolałbyś do Slytherinu. Tak, ja na przykład chciałbym zostać Ślizgonem. Z uwagi na to, że jesteś czystego pochodzenia... - lecz zamilkł widząc minę obu, jak przypuszczali, przyszłych Gryfonów.
- Yyy, ja też bym chciała być w Gryffindorze - próbowała ratować sytuację rudowłosa, lecz było już chyba za późno.
- Dlaczego sądzisz, że powinnien być w Slytherinie? No i, masz coś do czarodziejów nieczystego pochodzenia? - zaczął się denerwować James Potter, który z prawdziwą wściekłością przyglądał się Severusowi. Ten zaś, uśmiechnął się tylko krzywo i odparł:
- Szlamy powinny wiedzieć, gdzie jest ich miejsce... - lecz po chwili uświadomił sobie, że obok niego siedzi Lily i szybko się poprawił. - Nie no, Potter. Nic nie mam do czarodzieji... Gorszego pochodzenia.
- A co, może ty jesteś lepszego? Bo co, bo masz matkę i ojca czarodzieji? To cię wyróżnia? To wiedz, że są dużo... Dużo bardziej utalentowani od ciebie!
Wszystko potoczyłoby się nienajgorszym scenariuszem, gdyby nie...
- Jillian Recendiforce, jedyna i pierworodna córeczka Adriana Recendiforce'a. Tak, tego genialnego twórcy podręczników, poradników i tak dalej... - powiedziała panosząc się i rozglądając po przedziale. - A to moja przyjaciółka, Yulia Irving - mruknęła niedbale - ale CO-PO-NIEKTÓRZY powinni ją kojarzyć, tak samo jak mnie - rzuciła krótkie spojrzenie Syriuszowi. - No cóż, jak tam samopoczucie? - zapytała wesoło, wciskając się pomiędzy Remusem, a Jamesem.
- Lily Evans - odparła rudowłosa, nieco skołowana odważnym zachowaniem Jill.
- Ah tak... Cześć, cześć - mruknęła nieprzytomnym głosem blondynka. - Co tam Jimmy?! - odparła donośnym głosem tuż przy uchu Pottera.
- Umm, nic Jillian. Tak sobie tutaj siedzimy z Syriuszem i rozmyślamy... o, o... O WAS! Prawda, Syriu...
- No tak, oczywiście.
- No i nie mów do mnie Jimmy!
- Dlaczego niby?
Lily nieco skołowana przysłuchiwała się dialogowi i postanowiła się ponownie wtrącić.
- Do jakiego domu macie zamiar się dostać, dziewczyny? - spojrzała na Yulie, w nadzieji, że ta okaże się nieco... Mniej arogancka.
- Syletherin - odparły razem śpiewająco, rzucając rudowłosej krótki, karcący wzrok.
- A któż to? - mruknęła Jill spoglądając na kasztanowowłosego chłopaka.
- To jest Remus Lupin, Jillian. Jest wil... Wieeelkim czarodziejem! - wyjąkał James.
Jillian spojrzała na niego spode łba, zwróciła pytający wzrok na Blacka, ale ten się tylko głupkowato wyszczerzył.
- Ah, no witaj WIEEELKI czarodziej - przywitała się ironicznie blondynka. - Miło cię, eee.. Poznać?
Lupin odpowiedział jej przepraszającym wzrokiem, na co ona mrugnęła do niego zachęcająco. Zaczęła się rozglądać bo dość ciasnym przedziale i nagle dostrzegła jeszcze jedną osobę...
- Severus Snape, też chcę być w Slytherinie - wycedził tak samo szybko, jak Jill próbowała otworzyć usta by cokolwiek powiedzieć.
- Taaaak, my już chyba pójdziemy... No to cześć! - chrząknęła Jill i wyszła razem z przyjaciółką z przedziału.
komentarze (4)
komentuj
rozdział pierwszy
Serce i umysł rzadko kłamią jednocześnie.
Jonathan Carroll, Szklana zupa
Dla kawalera marszczącego nosek.
31 października, 1970.
Zapach ciasta dyniowego unosił się w całym domu, a w ogródku panował totalny chaos spowodowany gorliwymi przygotowaniami do przyjęcia Halloweenowego. Rudowłosa dziewczynka wraz ze swym przyjacielem, Severusem, drążyła ogromne dynie, w których chwilę później umieszczali drobne świeczki.
Następnie przyjaciele udali się na strych w poszukiwaniu jakichś starych przedmiotów, z których udałoby im się wykonać barwną pinatę na wyżej wspomniane celebrowanie święta. Lily od razu rzucił się w oczy różowy szal boa, zaś Severus znalazł składowisko makulatury. Oboje wzięli to, co udało im się zdobyć i zeszli do salonu by wykonać cukierkową bombę. Upychali do środka tyle słodyczy ile udało im się znaleźć w domu, po czym długo musieli się namęczyć, by to wszystko zakleić i pięknie udekorować. Zielonooka podczas pracy nuciła ową piosenkę*:
Wampirów tłum i duchów moc,
bo dzisiaj jest straszenia noc.
Czarownic i upiorów czas,
ze strachu drży dziś każdy z nas.
Stukną kości, zgrzytną zęby, huknie sowa,
nietoperze już na zwiady wyleciały.
W miejskim parku pośród krzaków bies się chowa.
Szczęściarz ten, kto z tej zasadzki wyjdzie cały.
Na twą szyję czyha armia ostrych zębów,
pusta trumna stoi już na katafalku.
Oj, potrzeba dziś naprawdę mocnych nerwów,
aby z mrocznej tej imprezy wyjść bez szwanku
Usłyszała to przechodząca właśnie korytarzem Petunia. Weszła do pokoju ze zniesmaczoną miną.
- Dziecinada! Te wszystkie przyśpiewki, przygotowania... To chyba jakiś żart, prawda rudzielcu?
- Nie, nie. To jest fajna zabawa, Petunio! Przyłącz się do nas. Zrobimy kolorowe torebki na cukierki, tak jak kiedyś... – na te słowa starsza siostra Lily przekręciła oczyma, po czym odwróciła się na pięcie i czym prędzej wyszła z pokoju. Zielonooka tylko wzruszyła ramionami i wróciła do wcześniejszego zajęcia.
Po chwili odezwał się Severus z nieco zamyślonym tonem głosu.
- Sądzę, że twoja siostra jest naprawdę sztywna.
Lily zaśmiała się donośnym głosem i rzuciła czarnowłosego chłopca poduszką.
- Sev, ile razy mam ci mówić. Ona po prostu próbuje być dorosła. Niech jej będzie, ja już na zawszę chcę pozostać dzieckiem!
26 maja, 1971.
Minął już ponad rok, nadeszła kolejna wiosna, a przyjaźń Severusa i Lily rosła w siłę z każdym dniem. Chłopiec opowiedział jej o czarodziejskim świecie, wyjaśnił wszelkie pojęcia i powiedział jej wszystko co wie o Hogwarcie.
Lily najbardziej zainteresowała się podziałem szkoły magii i czarodziejstwa na cztery domy - każdy z nich odznaczał się szczególnymi cechami jego członków, tak jak życzyli sobie założyciele owej placówki kształcącej przyszłych czarodzieji.
Często oboje się sprzeczali, który z domów jest lepszy - zielonooka wciąż obstawiała na Gryffindor, Snape zaś całkowicie upierał się przy Slytherinie, co zazwyczaj kończyło się obrzucaniem mokrymi liśćmi, śnieżkami lub świeżo ściętą trawą, zależnie od panującej w danej chwili pory roku.
Bywało, że popołudniami siadali na huśtawkach w ogródku państwa Evans i zadawali sobie nawzajem zagadki, opowiadali o swojej przyszłości, bądź rozprawiali na temat wydarzeń w miasteczku.
Lily coraz bardziej odsuwała się od swojej starszej siostry; Petunia nie mogła znieść, że we wszystkim co robiła była coraz gorsza.
- Lily... - zaczął niepewnie Severus.
- Tak, Sev? - zapytała szczerze zainteresowana rudowłosa dziewczynka. Kończyła właśnie laurkę z okazji Dnia Matki, którą miała w zamiarze wręczyć dziś przy obiedzie mamie.
- Jeżeli... Jeżeli pójdziemy do Hogwartu...
- No tak, a co, nie mielibyśmy pójść? - zapytała z uśmiechem Lily. - Podasz mi brokat?
- No więc, jeżeli pójdziemy do innych domów, to czy będziemy się nadal przyjaźnić? - chłopiec wyrzucił to z siebie niemalże jednym tchem. Chociaż nie spłonął rumieńcem, to jego chorobliwie blade policzki nabrały odrobinę ciemniejszego koloru.
- No, a cóż to za różnica w jakim będziemy domu, Severusie? Przyrzekliśmy sobie przyjaźń na dobre i złe? Więc nie kręć już nosem, nie wywiniesz się od mojego towarzystwa tak łatwo – zażartowała Lily zawadiacko wytykając język chłopcu. Ten lekko przekrzywił kącik ust, co w jego wykonaniu było uśmiechem.
Lipiec, 1971.
Każda przyjaźń czasami jest narażona na pewne utrudnienia, często wynikające przez bodźce zewnętrzne, tudzież zakłóconą komunikacje. Lily i Severus pokłócili się wczorajszego popołudnia 'na zawsze, na amen i ogólnie to jeszcze na to drzewo, które się przewróciło!', a dodatkowo '
niech cię licho weźmie, tak samo jak te twoje czarodziejskie bzdety!'. A przyczyną był list, który jeszcze nie doszedł.
Raczej doszedł, ale tylko jeden. Lily od dawna wyobrażała sobie jak oboje z Severusem biegną z dwóch stron mostu i spotykają się na jego środku wymachując do siebie pożółkłymi kopertami, po czym oboje próbują się przekrzyczeć nawzajem dzieląc swoimi wrażeniami.
Jednak tak się nie wydarzyło, i już raczej nie wydarzy. Fakt faktem, Lily była całkowicie podłamana. Jej przyszłościowe plany runęły w momencie kiedy Snape dostał potwierdzenie przyjęcia do Hogwartu, a ona nie.
Jedynie Petunii Evans ta kłótnia wyszła na dobre. Mogła teraz przebywać z siostrą i bawić się z nią przez cały dzień, a nie latać ciągle do tego Jacoba, który co sekundę przechwala się nowymi zabawkami. Miała już po dziurki w nosie tego, że wszyscy dookoła niej są lepsi. Teraz ona chciała być dobra – nie wiedziała o co pokłóciła się Lily z tym czarnowłosym chłopcem ze Spinner's End, ale była pewna, że musi grać dobrą siostrę, pocieszycielkę i najlepszą przyjaciółkę. Wykorzysta słabość siostry, aby na nowo zapunktować u rodziców i zostać tą 'lepszą córeczką'.
Cały dzień grały w szachy, bawiły się w dom albo chowanego. Lily wcale nie było to na rękę, ale stwierdziła, że woli bawić się ze starszą siostrą niż tym przesiąkniętym kłamstwem czarodziejem.
Teraz słowa 'czarodziej', 'magia' używała najzwyczajniej w świecie ironicznie naśmiewając się ze wszystkich rzeczy o których opowiadał jej Severus Snape, i w które wierzyła bezgranicznie. Teraz, jak dziecko które wyrasta z ulubionego kocyka i chowa go pod łóżkiem, żeby nikt się o nim nie dowiedział, zielonooka wstydziła się, że uwierzyła w jego opowiastki.
* piosenka jest autorstwa pana Łukasza Bakuły.
komentarze (12)
komentuj
prolog
Najlepszym wojownikiem jest ten, kto zdoła wroga przemienić w przyjaciela.
Paulo Coelho, Piąta góra.
Dedykowane Lanie.
27 września, 1969 rok.
Jesienny wiatr bezlitośnie targał włosami dziewięcioletniej dziewczynki, która opatulona brązowym szalikiem brnęła w kierunku miejscowego sklepu, kurczowo trzymając kartkę z zakupami, daną jej przez mamę.
Skręciła w alejkę, przy której rosły długowieczne sekwoje. Spojrzała na nie z urazą, bo wiatr co chwilę atakował ją liśćmi z drzew. W myślach zastanowiła się, czy ta jesień nie może przyjść z chwili na chwilę, a liście opaść na ziemię - wtedy przynajmniej byłoby o jedną przeszkodę mniej, co ułatwiłoby jej drogę do sklepu.
Jej życzenie nagle się spełniło - jak zgasza się światło po pstryknięciu włącznika, jak gaśnie świeca po zdmuchnięciu płomienia - liście ze wszystkich drzew przy dróżce runęły na ziemię. Lily zmieszana rozejrzała się dookoła, czy nikt na pewno tego nie wiedział, uśmiechnęła się do siebie i ruszyła dziarskim krokiem do sklepu. Droga wydawała jej się już o wiele przyjemniejsza.
Lecz, jak się miało później okazać, nie była tam sama...
4 października, 1969 rok.
Trójka dzieci, na oko w wieku dziesięciu lat bawiło się na drewnianym moście puszczając łódki ręcznej roboty - każde z dzieci miało wykonać łódkę z dowolnych materiałów, a następnie zorganizowano zawody. Od samego początku na prowadzeniu było papierowe dzieło najstarszej z dzieci - wysokiej i wyjątkowo szczupłej Petuni.
Drugie miejsce zajmowała łódka wykonana z gałązek i liści małego blondyna, Jacoba. Na samym zaś końcu uplasowała się łódka wykonana z butelki i wbitego w nią długopisu, na którym była zawieszona niegdyś śnieżnobiała chusteczka, którą właścicielka miała przy pierwszej komunii świętej. Owy, wyjątkowo twórczy projekt wykonało
najmłodsze z dzieci - rudowłosa Lily. Rozpaczliwym wzrokiem przyglądała się papierowej łódce Petunii, która już była bardzo niedaleko lini mety zaznaczonej kłodą, która łączył oba brzegi rzeki.
Rudowłosa całkowicie skupiła wzrok na swoim butelkowym arcydziele i błagalnym szeptem wciąż powtarzała: 'No dalej, dalej. Proszę, jeszcze troszkę!'. Te słowa chyba podziałały, bo jej łódka z chwili na chwilę wysuwała się coraz bardziej na prowadzenie - najpierw ominęła tę Jacoba, a ku zaskoczeniu całej trójki również tę jej starszej siostry.
Lily wygrała, z czego nie tylko cieszyła się ona, ale i tajemniczy obserwator, który siedział na brzegu rzeki. Ich spojrzenia spotkały się tylko na kilka sekund, bo chwilę później Lily obserwowała jak Petunia pobiegła w stronę domu wykrzykując coś o tym, że jej siostra zawsze musi być najlepsza. Chwilę później, z drugiej strony rzeki dało się usłyszeć wołanie mamy Jacoba.
- Jacob, obiad! - na te słowa blondyn zerwał się na nogi, entuzjastycznie pomachał Lily na pożegnanie i pobiegł do domu.
Rudowłosa spojrzała ostatni raz na chłopca, który siedział na brzegu rzeki i powoli wybrała się w stronę domu, uprzednio wybierając się po swoją zwycięską łódkę.
- Ja wiem kim jesteś! - zawołał chłopiec, który biegł właśnie po mostku i zatrzymał się koło młodszej siostry Petunii. - Jesteś czarownicą, tak jak i ja czarodziejem.
- Jak śmiesz - naburmuszyła się dziewczynka ciskając łódką w chłopca, po czym pobiegła tą samą drogą, którą chwile wcześniej biegła Petunia.
- POCZEKAJ! Z liśćmi było to samo, zastanów się, Lily! - rudowłosa zatrzymała się i powoli obróciła się do chłopca. Ten zaś podbiegł do niej i zaczął opowiadać o wszystkich dziwnych zdarzeniach dotyczących Lily, których był świadkiem, a było ich wyjątkowo wiele...
komentarze (8)
komentuj